czwartek, 14 stycznia 2021

I już

 

Jestem zaszczepiona pierwszą dawką i póki co jest wszystko dobrze, nic mnie nie boli, chociaż ostrzegano, że ręka może boleć. Organizacja w szpitalu tymczasowym bez zarzutu :)

środa, 13 stycznia 2021

Drugie podejście

Pan Mąż wciąż w domu, dostał bilety na termin o tydzień późniejszy, ale dzień przed wyjazdem okazało się, że znowu jest to niemożliwe i teraz tak naprawdę nic bliżej nie wiadomo. Może być następny tydzień, a może jeszcze dalej, i w ten sposób może dociągnie do końca miesiąca ;) Szkoda tylko, że każdy sygnał nadchodzącego maila od razu wprawia człowieka w nerwowy dygot, bo może a nuż przysłali terminy lotów. I tych biedaków zamkniętych na statku na kotwicowisku w pobliżu Nowego Jorku też trochę szkoda. Biorąc pod uwagę aktualny klimat w USA, to jednak wolałabym, żeby PM pojechał tam nieco po 20 stycznia...

Moja motywacja bardzo, bardzo nisko znajduje się, styczeń to zawsze trudny miesiąc, ale w tym roku to jest już wybitnie trudny. Długi i nudny i nie ma zupełnie na co czekać, święta już minęły, moje ferie dopiero w połowie lutego, a miesiąc ciągnie się i ciągnie w nieskończoność. Ogólny dzień świstaka też nie ułatwia sprawy. Wybralibyśmy się nawet gdzieś na krótką wycieczkę, ale dokąd, skoro i tak wszystko pozamykane na głucho? A kombinować nam się nie chce.

Dobrze, że chociaż w ostatnich dniach trochę śniegu spadło i od razu zrobiło się przyjemniej. Ciekawe, jak długo ten śnieg poleży - osobiście wróżę, że do weekendu, bo potem przejdą mrozy i znowu będzie temperatura na plusie. A zapowiadają "straszne" mrozy do -10, co może i się sprawdzi, bo od kilku dni wszyscy chodzimy strasznie głodni, koty też. Luna była widziana, jak wyjada Filipowi żarcie z miski, a to jest widok niesłychany, coś jakby upolować jednorożca. Mądrość ludowa głosi, że przed mrozami często jest się głodnym, no bo przecież trzeba zgromadzić warstwę izolacyjną...

Dzisiejsze ze spaceru i bałwan ulepiony przez Mikołaja.




A teraz uciekam na fakultet... gdyby mi się chciało tak, jak mi się nie chce...!


środa, 6 stycznia 2021

W Nowym Roku

Dzisiejszy dzień rozpoczął się od małego trzęsienia ziemi. Pan Mąż miał spakowane walizki i po śniadaniu miałam odwieźć go na lotnisko, ale przyszedł mail z informacją, że podmiany wstrzymane, ponieważ na statku jest covid. Jeden z członków załogi dostał pozytywny wynik testu. Pan Mąż też robił test, w niedzielę wieczorem, bo miał lecieć przez Amsterdam, a tam nawet tranzytowi muszą mieć wynik ze sobą. Wynik miał oczywiście negatywny. Co będzie dalej, to nie wiadomo, ale myślę, że PM posiedzi w domu jeszcze co najmniej dwa tygodnie, bo statek potrzymają pewnie w kwarantannie, a jest on aktualnie w USA, gdzie przepisy są dość surowe. 

Cieszę się więc, że mam męża dłużej w domu, tym bardziej, że mamy teraz większą perspektywę na spędzenie razem wakacji, ale trochę mi szkoda tych, co już pewnie spakowali się na podróż do domu, a teraz muszą odsiedzieć swoje na tym statku i nie wiadomo, kiedy ich wypuszczą (w wersji pesymistycznej, może być więcej tych zarażonych).

Skoro już jesteśmy przy covidzie, to poczytałam sobie trochę w wolnym czasie o szczepieniach i podjęłam decyzję, że zapiszę się, skoro mam już ten przywilej bycia w grupie 0. Mam już skierowanie, ale nie wiem jeszcze, gdzie i kiedy mam się z tym skierowaniem udać. Jak zacznę się dziwnie zachowywać i pisać dziwne rzeczy, to na pewno przez te mikrochipy od Billa Gatesa ;) chociaż, jakbym miała dzięki tym chipom nauczyć się naprawiania komputerów, to może i warto ;)

Dzieci leniwią się w domu na tych śmiesznych sztucznych feriach. Niby mają coś tam do roboty, ale praktycznie nie robią nic. Dobrze, że chociaż spędzają trochę mniej czasu przed ekranem, a kiedy tylko pogoda pozwala, gonimy ich na spacer.

A sam sylwester i pierwszy dzień nowego roku minął bardzo miło, do północy oglądaliśmy na Netlifxie Ranczo (jakoś nigdy dotąd nie było okazji...), potem wypiliśmy szampana, popatrzyliśmy na nieliczne fajerwerki, i dalej oglądaliśmy Ranczo (młodzież też się wciągnęła). Za to w Nowy Rok okazało się, że kot Filip jest wielkim wielbicielem muzyki poważnej, bo bardzo zainteresował go koncert noworoczny z Wiednia. Nawiasem mówiąc, postanowiłam, że zapiszę się na losowanie biletów na te koncerty. Zawsze o tym myślałam i chyba wreszcie dojrzałam do decyzji. I tak pewnie nie wylosuję, ale co szkodzi spróbować :) Tegoroczny koncert bez publiczności był jednakowoż bardzo smutny.


poniedziałek, 28 grudnia 2020

Święta, święta...

...i po świętach. Szykuje się człowiek cały miesiąc, a potem trzy dni zlatują jak z bicza trzasł i koniec. W każdym razie, jestem wyjątkowo zadowolona, bo pogoda w tym roku była spacerowa i dzięki temu, że Pan Mąż jest w domu, codziennie chodziliśmy na wędrówki. Wyszło mi, że codziennie średnio przespacerowałam w ubiegłym tygodniu 7,5 kilometra :) Wyjątkowo udało się też przygotowywanie jedzenia, nic nie zostało i niczego nie zabrakło, i prawie wszystko smakowało. Pierwszy raz zrobiłam w tym roku gravlaxa, i to nam za bardzo nie podeszło, zjedliśmy, ale bez wielkiej przyjemności. Za to świetnie wyszły wegańskie pierogi z soczewicą. Klasyka, czyli barszcz, uszka, makowce i pierniki, też wyszły znakomicie.

Teraz zabieram się za pranie i różne prace porządkowe, bo Pan Mąż dostał wezwanie na statek na 6 stycznia i musimy pewne sprawy dograć przed jego wyjazdem.

Koniec roku sprzyja wszakże podsumowaniom. Rok 2020 wielu z nas zapamięta jako straszny, ale tak sobie myślę, że ja osobiście nie mogę uważać go za bardzo katastrofalny. Nikt z mojej rodziny ani znajomych nie przechodził ciężko covida i na szczęście nie znam nikogo, kto umarł. Nikt także nie stracił pracy ani nikomu nie pogorszyły się warunki życiowe. Co ciekawe, firma, w której pracuje Pan Mąż, zanotowała najwyższy wzrost w historii... a wydawałoby się, że transport może ucierpieć. Ja pracuję w budżetówce, ale większych cięć też nie było... obcięli nam lekko stawkę za nadgodziny, ale premię roczną dostałam bardzo tłustą, jak nigdy. Tak więc zdecydowanie nie możemy narzekać.

Największy problem, jaki nas dotknął, to odcięcie młodzieży od nauki szkolnej, tu widzimy duże deficyty w ich rozwoju i niestety odrabianie tych szkód może potrwać długi czas. Wydaje mi się, że za całą pandemię najbardziej zapłaciły właśnie dzieci i młodzież, i moje największe marzenie na 2021 rok jest takie, żeby wreszcie wrócili do szkół!

I jeszcze drobne podsumowanie:

- 2020 książkowo: najlepsza książka, jaką przeczytałam, to "Stacja Muranów", ta książka ryje psychikę i zostaje na długo w pamięci, zwłaszcza, jeśli zna się opisywane tam miejsca. Na drugiej pozycji, "Gorzko, gorzko" Joanny Bator, fantastyczna opowieść.

- 2020 muzycznie: moje odkrycie muzyczne w tym roku to Declan McKenna, fantastyczny i utalentowany młody muzyk, słucham na okrągło już kolejny miesiąc.

- 2020 filmowo/serialowo: zachwycił mnie serial "Normal People". Poza tym, wielkich fajerwerków nie było, ale chyba najlepiej oglądało mi się "Wielkie kłamstewka"; co prawda, żadna to nowość, ale wcześniej tego nie widziałam. Na koniec roku wkręciliśmy się w brytyjski serial "Doc Martin", świetne na wieczorny relaks, obejrzeliśmy całe 9 sezonów na Netflixie.

- 2020 podróżniczo: bardzo podobało mi się jesienią na Dolnym Śląsku, jesień w górach jest cudowna!

- 2020 modowo: hitem roku wcale nie są dla mnie dresy, tylko długa spódnica na lato. Ostatni raz chodziłam w długich spódnicach ze 20 lat temu, a teraz wróciły i to jest super opcja na każdą pogodę.

- 2020 domowo: hitem roku jest remont w pokoju "wykładowym" (jak Mikołaj był mały, nazywał ten pokój "pokojem kotka", bo poprzednia właścicielka naszego domu trzymała tu kota. Teraz koty też lubią tu siedzieć... historia zatoczyła koło). Z graciarni powstał bardzo miły i przytulny mini-salonik z funkcją biurową. Poza tym kupiliśmy nowe meble na taras i wymieniliśmy starą lodówkę. Hitem było też zazielenienie tarasu, ten trend zamierzam rozwijać w kolejnym roku!



Życzyłabym sobie, aby dla nas wszystkich 2021 rok okazał się tylko lepszy! 

piątek, 25 grudnia 2020

Świąteczne pozdrowienia z Poznania

 
W tym roku nie ma choinki przed Ratuszem, bo trwają tam prace archeologiczne - cala płyta Rynku będzie remontowana. Choinka stoi więc przed Arsenałem, a druga, trochę mniejsza, jest przed Collegium Minus.

 









niedziela, 20 grudnia 2020

Przedświątecznik

Przerwa świąteczna w rozkwicie. Najlepsze jest uczucie, że jest niedziela wieczorem i nie myślę o tym, że jutro poniedziałek i że muszę zdalnie produkować się od 8 rano do 19.30. Strasznie mi się to nie podoba, że praca tak wchodzi teraz do domu, ale na szczęście trzymam ją w pokoju roboczym (nazywamy go czasem pieszczotliwie "pokojem wykładowym"), i nie rozlewa mi się na resztę mieszkania. Nie mam też Teamsa w telefonie, i będę prywatności telefonu bronić z całych sił - i tak wystarczy, że przychodzą maile, również służbowe.

Dostaliśmy możliwość zaszczepienia się na covid w fazie zerowej, jako personel niekliniczny pracujący w służbie zdrowia, co uważam za swoistą głupotę, bo do pracy stacjonarnej i tak nie wrócę w tym roku akademickim, a szczepionek jest mało i powinny trafić do najbardziej potrzebujących. Nie jestem przeciwna szczepieniom, a wręcz przeciwnie, uważam szczepienia za jedno z największych osiągnięć medycyny. Chciałabym zaszczepić się, ale jeszcze nie teraz, mogę spokojnie poczekać, przy moich ograniczonych kontaktach ze światem zewnętrznym nie mam dużych szans na złapanie tego wirusa. Tak więc chyba na razie nie będę się zgłaszać i zobaczę, co będzie działo się dalej. Szczepionek i tak na razie nie ma i nie wiadomo, kiedy będą, tak więc te zapisy to tak trochę "na zaś".

Choinka już ubrana, mamy nowe światełka i Madzia jako tegoroczny kierownik artystyczny zarządziła, że bombek będzie mało, bo światełka już wystarczająco choinkę ubierają.

Zaczęłam też już świąteczne gotowanie, dziś zrobiłam farsz do uszek i pierogów, jutro będę lepić. Nie cierpię lepienia uszek, więc nie cieszy mnie ta perspektywa, no ale bez uszek do barszczu nie będzie Wigilii. Codziennie mam rozpisane jakieś zadania, czyli jutro uszka, pojutrze makowce, i tak dalej aż do czwartku. Pogoda szykuje się deszczowa, więc można sobie ze spokojem w kuchni urzędować. Marzy mi się już to nowe, funkcjonalne wyposażenie i płyta na 5 stanowisk! Oby za rok... :)



piątek, 18 grudnia 2020

Projekt

Po długim namyśle i wielu wątpliwościach, wczoraj sfinalizowaliśmy zamówienie na kuchnię. Powinnam się cieszyć, i oczywiście się cieszę, ale jakoś za mało. Wciąż mam wątpliwości, czy dobrze wybraliśmy :( Pewnie muszę poczekać na efekt finalny i mam nadzieję, że wtedy będę wreszcie zadowolona. Oczywiście znowu zupełnie zmieniliśmy układ kolorów, na blaty wzięliśmy jednak laminat, który będzie też pociągnięty na ścianie, i wybraliśmy inne płytki podłogowe, bo tamte byłyby za jasne.
Wizualizacja od projektanta wygląda tak:


Tam, gdzie stoi lodówka i piekarnik, teraz jest wejście do hallu, a patrzymy na kuchnię, stojąc w salonie. Teraz w sumie układ mam podobny, bo nie da się w tej kuchni nic innego wymyślić, ale zamiast wyspy mam stół, no i są te dodatkowe drzwi, a piekarnik znajduje się pod płytą.

Kolorystyka ostatecznie będzie taka:


Na dole płytka podłogowa, ona jest bardziej beżowa niż szara, ale monitory często zniekształcają kolory. Fronty ciemniejsze w kolorze taupe, i ostatecznie jasne blaty. Na wizualizacji wyglądało to lepiej, a poza tym bardziej pasuje do reszty salonu. Myślałam o blacie w drewnie, ale projektant nam to odradził, zresztą ciężko byłoby dobrać blaty do mebli salonowych. No cóż... mam nadzieję, że ostatecznie będę zadowolona z tych wyborów!

Demolka będzie dopiero pod koniec czerwca, bo po pierwsze Pan Mąż musi wrócić ze statku, co pewnie nastąpi na początku maja, a po drugie, ja muszę pozbyć się pracy zdalnej, bo kuchnię mam akurat nad głową i nie wyobrażam sobie, że w czasie pracy będę miała hałasy remontowe. Poza tym przez kilka tygodni będziemy funkcjonować bez kuchni, więc trzeba będzie ciepłe posiłki gotować na kuchence polowej lub na grillu. Lub będziemy chodzić do restauracji, jeśli w ogóle coś będzie otwarte...

Mam już przerwę świąteczną i też mnie to nie cieszy tak, jak myślałam, że będzie mnie cieszyło, ale na pewno mam więcej czasu. Dziś będziemy z dziećmi piec pierniki i może już kupimy choinkę. Mam rozpisany plan działań kuchennych na każdy dzień i to mnie chyba najbardziej kręci, bo mam ochotę sobie popichcić, a nie zawsze jest na to czas. Ostatnio wykonałam kimczi, jeszcze się fermentuje, ale już trochę spróbowaliśmy z ciekawości, i jest faktycznie niezłe! 
A taki banner wisi obok naszej piekarni. Jak wczoraj posłuchałam o wprowadzanych na ferie utrudnieniach, to mam ochotę ryknąć pełną piersią poniższe hasło.... może tylko odrobinę mniej parlamentarnie.



sobota, 12 grudnia 2020

Kuchenny koszmar

Ta kuchnia doprowadzi mnie chyba do obłędu... ostatnio mówimy w kółko prawie tylko o tym, bo chcielibyśmy sprawę dopiąć organizacyjnie do końca roku. Stan na wczoraj był taki, że mieliśmy wybrane fronty, blaty i płytki, a do omówienia zostały jakieś tam drobne szczegóły, no i oczywiście zgranie ekip remontowo-budowlanych na drugą połowę czerwca. Dzisiaj jednak obudziłam się z innym nastawieniem, a do tego przyszedł mail z wyceną obróbki blatu granitowego, i nagle stwierdziłam, że chyba wpuszczamy się w jakieś maliny. Pomijając już cenę, ten wybrany blat chyba nie będzie współgrał z resztą domu. Czy ja już pisałam, że jesteśmy obydwoje beznadziejni w urządzaniu wnętrz...? - no właśnie. Nasz projektant nie ułatwia sprawy; to znaczy owszem - świetnie wszystko rozplanował i myślę, że projekt jest optymalny, ale dekoracyjnie, wzorniczo, tu pomocy mi brak, bo projektant właściwie dopasowuje się do tego, co my mówimy i za mało sugeruje od siebie. 

Czyli, podsumowując, chciałabym ten granit i taka kuchnia byłaby piękna, ale nijak nie pasująca do pozostałych pomieszczeń.


Jasne są płytki podłogowe i ścienne, blat czarny granit Star Galaxy i fronty taupe - to był właśnie stan na wczoraj (na ciemnoszare płytki z tyłu proszę nie patrzeć).

Dziś przyszło mi do głowy, że ten granit to chyba pomyłka i aktualnie zastanawiam się nad laminatem (jednak!) - chociaż wiem, że trwałością ma się to nijak do siebie - ale laminat można wybrać w rozmaitych wzorach, i może można by dobrać jakieś drewno pod meble, które mamy w salonie? Poza tym, wiadomo, kwestia ceny, za różnicę między tymi dwoma blatami dobralibyśmy sobie większą płytę indukcyjną i lepszy okap, i jeszcze by coś zostało.
Oznacza to, że cały proces trzeba przejść jeszcze raz, tzn. ponownie wybrać kolor blatu i być może zmienić kolor frontów, jeśli zdecydujemy się na drewno, bo ten kolor taupe raczej nie będzie pasował....

***
Zmieniając temat, ciągnę te zdalne zajęcia ostatkiem sił, naprawdę mam już szczerze dosyć, chociaż doceniam benefity w postaci nie wstawania w ciemnościach o godzinie 6 rano. Na szczęście mam już naprawdę niedużo, bo pracuję w tym tygodniu do środy włącznie i potem już wolne! Madzia ma lekcje najdłużej, bo do wtorku 22-go. U Mikołaja zrobili natomiast w te dwa dni przedświąteczne jakieś spotkania rekolekcyjne, więc normalnych zajęć już nie będzie. Wszystkie Wigilie szkolne będą w tym roku online, i bardzo dobrze! W nadchodzącym tygodniu u Madzi są egzaminy próbne i tu już Madzia musi pofatygować się do szkoły.

Poniżej dawno nie widziana Miss Luna. Teraz więcej jest w domu, bo na dworze zimno, ale 80% czasu przesypia.


Filipek śpi dużo mniej, aczkolwiek jak już zaśnie, to tak więcej luksusowo :)




czwartek, 3 grudnia 2020

Śnieg!

Być może będzie to jedyny śnieg tej zimy, szkoda, bo od razu jakoś przyjemniej na duszy, kiedy się patrzy na białość zamiast szarości. Kotki wykonują krótkie wypady na taras i śmiesznie brodzą w śniegu. Mikołaj wyszedł ze swojej jaskini i poleciał lepić bałwana, ale niestety śnieg nie chciał się lepić. Jutro pewnie już to wszystko stopnieje, a na weekend zapowiadają 10 stopni, więc powróci listopad i potrwa pewnie do marca (czasami wydaje mi się, że taka typowa polska zima to taki wieczny listopad). 



Zaczynam dekorowanie domu na święta - kupiliśmy dziś dwie gwiazdy betlejemskie, do tego dodałam świecę do stroika i odpaliłam nową Yankee o nazwie "Singing Carols", bardzo przyjemny zapach. Jutro mam w planach rozwieszenie wieńców i zrobienie dekoracji z gałązek choinkowych i światełek przed domem.

Oprócz tego byliśmy na długim i owocnym spotkaniu w sprawie kuchni, tak więc mamy już gotowy projekt i wstępnie wybraną kolorystykę. Na razie nie mam jeszcze tego projektu na własność, dostanę go po podpisaniu umowy i wtedy może pokażę wizualizację. W każdym razie, zostajemy przy wyspie na środku, piekarnik wędruje do góry i w całkiem inne miejsce, lodówka też będzie przestawiona w przeciwny kąt. Dołem szuflady, pełno szuflad, z udźwigiem do 70kg! Już widzę, jak sobie wreszcie wszystko poukładam. Szafka cargo będzie miała jednak 25 cm i to już jest jakaś szerokość, zmieszczą mi się chociażby wszystkie pudełka z Ikei na produkty sypkie.

Z podpisaniem umowy czekamy jeszcze na wycenę blatów, chcielibyśmy pójść w te spieki kwarcowe, ale to oczywiście zależy od pieniędzy, bo te spieki są różne i potrafią kosztować tyle co wszystkie pozostałe meble wraz z okuciami (to jest oczywiście wersja pt. "po naszym trupie").

W każdym razie, jeśli chodzi o kolory, zostajemy w tonacji kremowo-beżowo-biało-szarej. Są dwie opcje: jaśniejsze fronty plus ciemniejsze blaty, albo na odwrót. Mniej więcej coś takiego, najpierw opcja z ciemniejszym blatem:


A tu opcja z ciemniejszymi frontami i jasnym blatem:


Nie wiem, na ile te zdjęcia oddają prawdziwe kolory. Czeka nas chyba jeszcze wycieczka do kamieniarza, żeby te płyty obejrzeć w większym kawałku. Potem trzeba jeszcze będzie dobrać płytki podłogowe... Szczerze podziwiam ludzi, którzy lubią robić remonty i dla których jest to przyjemność. Dla mnie jest to raczej mordęga, plus mam wieczne poczucie niepewności i wahania, czy na pewno podejmuję właściwą decyzję :(

wtorek, 1 grudnia 2020

Grudzień

I tak oto dotarliśmy do ostatniego miesiąca w tym szalonym roku... Ostatnio odczuwam mocno ciężar tego zamknięcia w domu, wszystkie dni wyglądają podobnie, a jedyną rozrywkę stanowi wyjście na spacer i okazjonalne zakupy. Bardzo brakuje mi wyjścia do ludzi, choćby zwykłego dnia w pracy, ale również pójścia do kina czy do teatru, na koncert, czy posiedzenia między ludźmi w restauracji. O ile nie zmieni się nic w branży hotelowej, to nigdzie się nie wybierzemy także w okresie okołoświątecznym. Niektórzy robią podobno różne wałki związane z udowadnianiem, że jest się na wyjeździe służbowym i pracuje się zdalnie z hotelu w górach czy nad morzem, ale w naszym przypadku chyba trudno byłoby takie coś udowodnić. Zresztą, nie mam ochoty kopać się z koniem w postaci ewentualnej kontroli, a poza tym jechanie gdziekolwiek w tym okresie roku, kiedy przez pół dnia jest ciemno i siedzenie w pokoju hotelowym, bo wszystkie atrakcje są zamknięte, też jest bez sensu. To już wolę siedzieć w domu, gdzie mam wszystkie wygody i to co lubię.


Powyżej najczęstsza rozrywka wieczorna.

Oglądamy więc sporo filmów, obejrzeliśmy już cały sezon "The Crown" (nie podobała mi się postać Margaret Thatcher, była dziwnie karykaturalna), "The Undoing" (to na HBO, rozczarowujące), i kilka innych mniej lub bardziej udanych produkcji. Aktualnie oglądamy śmieszny brytyjski serial "Doc Martin", jeśli ktoś lubi angielski humor to polecam, może niezbyt to głębokie, ale na pewno rozluźniające przed spaniem. Mam też sporo do czytania, teraz czytam nową Ferrante, a mam jeszcze w kolejce nowego Cormorana Strike'a i nową powieść Joanny Bator.

A tak często wyglądają moje zdalne zajęcia.


Poza tym nurtuje nas kwestia remontu kuchni, chcielibyśmy go zrobić w przyszłym roku, i mamy wstępnie wybranego wykonawcę. Jesteśmy teraz na etapie robienia projektu, ale nie mamy jeszcze wyceny, więc w sumie to nie wiadomo, czy się zdecydujemy, czy też ostateczna cena zetnie nas z nóg. W każdym razie, ja nie nadaję się do projektowania wnętrz, Pan Mąż jeszcze mniej, więc nie jest to łatwe zadanie. Co do czego pasuje, a co nie? Jaki kolor frontów, a jaki kolor blatu? Blat taki czy owaki? szafki czy szuflady? stół czy wyspa? aaaaaaaaaaa!! ratunku! Nasza kuchnia jest trudna, bo chociaż jest duża (14m2), to ma dwa okna, nie ma jednej ściany bo jest otwarta na salon, a w drugiej ścianie jest otwór drzwiowy do hallu, który będziemy chcieli zlikwidować. Płyty grzewczej i wody ruszyć się nie da, więc to są dodatkowe czynniki utrudniające. Póki co, mamy wersję z wyspą, w czwartek czekają nas kolejne dwie godziny u projektanta i może wreszcie uda nam się dowiedzieć, czy nas w ogóle na to wszystko będzie stać. Chętnie przyjmę wszelkie podpowiedzi. Na przykład: blat z kompozytu, spieku czy granitowy? uchwyty do szafek czy docisk? (chyba wolę uchwyty) Lodówka czarna czy srebrna? Czy wysuwane cargo szerokości 15 cm w ogóle ma sens? (na szersze nie mam miejsca). I tak dalej, i tym podobne...

czwartek, 26 listopada 2020

Urodziny Pana Męża

Dziś mój Mąż obchodzi urodziny! Z tej okazji, chciałabym zadedykować mu ten wpis. Co jak co, ale Mąż udał mi się w życiu nadzwyczajnie! Jest moim najlepszym przyjacielem i partnerem. Należy do pokolenia prawdziwych mężczyzn, którzy żadnej pracy się nie boją. Naprawią zepsute urządzenie domowe i przewiną dziecku pieluszkę. Zadbają o dobrobyt i bezpieczeństwo rodziny, wyremontują dom i ugotują smaczny obiad. Jedyną rzeczą, której mój Mąż nie robi w domu, jest prasowanie, ale ja akurat lubię prasować (jakkolwiek dziwne może się to wydawać). Mój Mąż chodzi ze mną na strajk kobiet i protest czarnych parasolek, a gdybym powiedziała mu, że od jutra on zostaje z dziećmi w domu, a ja idę robić karierę zawodową, nie zgłosiłby ani słowa protestu. Jednocześnie wykonuje bardzo trudny i męski zawód, mierząc się z zamknięciem na niewielkiej przestrzeni z przypadkowymi ludźmi i rozłąką z bliskimi na kilka miesięcy.

Oczywiście nikt nie składa się z samych zalet, toteż i ten Ideał ma swoje wady. Szybko się złości i jest niecierpliwy, a w złości bywa wybuchowy. Czasami nie słucha i jest roztargniony, a czasami działa jak control freak. Kim jest jednak człowiek bez wad...? Jesteśmy razem już 18 lat i jak mój Mąż dzisiaj powiedział, będąc tak długo razem jesteśmy już mieszanką swoich charakterów i usposobień. Gdybyśmy nie byli razem, każde z nas byłoby zupełnie kimś innym.

Dziś życzę mojemu Mężowi - 100 lat w zdrowiu i miłości. Dziękuję, że jesteś! Kocham Cię! 


Taką grafikę Madzia dała Tatusiowi w prezencie.


A taką koszulkę PM dostał od Mikołaja.


Ode mnie trochę inny przekaz...




sobota, 21 listopada 2020

Jesienne (nie)porządki

Piękna jesień już minęła, ostatnich kilka dni to typowo listopadowa aura, a od wczoraj dodatkowo temperatura spadła w okolice zera. Skorzystaliśmy z ostatniego ciepłego dnia, żeby pozdejmować z tarasu rośliny, które muszą przezimować w domu. Nie wiem, co mam zrobić z bambusem fargesia, teoretycznie jest mrozoodporny, ale ile mrozów nas czeka i czy on przetrwa? - zagadka. Podobnie sundavilla, która znosi temperatury do -5, ale jak czytałam, jest dość trudno przezimować ją w domu, musiałaby stać w ogrodzie zimowym lub na werandzie, ale takowych nie posiadam. Poza tym mocno się rozrosła i ciężko by mi było ją ściągnąć z balustrady. Tak więc na razie została i stoi. Zastanawiałam się, czy może obłożyć donicę styropianem, to zawsze dodatkowa izolacja. 

Poniżej zamieszczam moją kwitnącą ciągle nasturcję i inne zieloności, to jakiś rekord, już po 20 listopada!





Mam kilka pomysłów na taras na następną wiosnę, ale zdecydowanie będę chciała utrzymywać tę ilość zieleni, bo dużo przyjemniej się na tym tarasie siedzi. Na następny sezon będę chciała zamontować dwumetrowe pergolki z donicami w dolnej części, to nas trochę odseparuje od sąsiadów.

Poza tym, to dopada mnie listopadowa niemoc, ogólnie rzecz biorąc każdy dzień wygląda tak samo i brak mi trochę jakiejś odmiany. Jechać nigdzie nie wolno na dłużej, dni coraz krótsze, plus godziny spędzane przy komputerze. Dodatkowo walnęli nas dziś wiadomością, że likwidują ferie, które u nas wypadały w tym roku w lutym. Ja mam zawsze przerwę międzysemestralną w drugiej połowie lutego i raz na trzy lata moje ferie pokrywają się z feriami dzieci, to miał być właśnie ten rok i myślałam, że może uda nam się gdzieś na parę dni wyskoczyć... ale wygląda na to, że nic z tego. Mocno mi się wydaje, że władze będą próbowały przepchnąć jakieś ograniczenia w podróżowaniu, bo już to widzę, jak ludzie karnie puszczają dzieci do szkoły i rezygnują z zimowych wyjazdów (w naszej okolicy i w naszym kręgu znajomych stanowimy jakieś "dziwo", bo nie jeździmy na nartach.... tutaj jeżdżą prawie wszyscy).

Dobrze, że chociaż galerie handlowe otwierają, to będzie można wyjść z domu i choćby popatrzeć na coś kolorowego. Myślimy już powoli nad prezentami gwiazdkowymi, a jeszcze przed nami urodziny Pana Męża i też chcemy mu jakieś ciekawe prezenty sprokurować, bo niestety nie wyjdzie ani impreza, ani wyjazd, który po cichu nam się marzył. Pan Mąż nie był w domu na swoje urodziny już dawno, i pech chciał, że ten raz, kiedy w domu jest, musiał wypaść akurat podczas pandemii....

Zostawię Wam jeszcze przepis, z którego jestem dumna. Jak chcemy z PM zrobić sobie specjalny posiłek, kupujemy w Selgrosie świeże małże (zupełnie niedrogo! niewiele ponad 20 zł za kilogram!) i robimy poniższą potrawę. Pierwszy raz zrobiłam małże z tego przepisu kiedyś na wakacjach w Portugalii i bardzo lubię tę recepturę, a małże to chyba moje ulubione frutti di mare.

Spaghetti z małżami (spaghetti con le cozze)
1 kg małży
1 duża cebula
2 małe suszone papryczki (lub 1 świeża)
2 łyżki masła klarowanego
1 butelka wytrawnego białego wina (plus druga do wypicia)
spaghetti
świeża zielona pietruszka

Cebulę drobno posiekać i razem z rozgniecionymi papryczkami podsmażyć do zeszklenia na maśle. Nastawić makaron i gotować zgodnie z przepisem. Do cebuli wlać wino (można nawet całą butelkę) i gotować, aż częściowo się zredukuje (około 10 minut). Wrzucić oczyszczone małże, gotować przez około 10 minut, jeden raz mieszając w trakcie gotowania. 
Nałożyć spaghetti na talerze, obok w dużym garnku podać muszle. My zazwyczaj wyciągamy małże z muszli, dodajemy sos od gotowania, i posypujemy całość pietruszką. Kilogram małży starcza na 2 osoby.
Dodam jeszcze, że jak długo robię ten przepis, czyli od kilku lat, tylko raz zdarzyły mi się niezbyt świeże małże. Najlepiej więc kupować takie w siatce, a nie w plastikowym opakowaniu, bo można od razu powąchać. Świeże małże pachną morzem i wodorostami. Nie robimy też nigdy cyrku z wyrzucaniem otwartych lub zamkniętych muszli. One otwierają się pod wpływem gorąca. Czasami są przymknięte, ale można taką muszlę powąchać i w razie wątpliwości wyrzucić. Wyrzucamy tylko te, które zupełnie nie dają się otworzyć po ugotowaniu.




niedziela, 15 listopada 2020

Listopadowy spacer

Pogoda dziś była niesłychana jak na połowę listopada, piękne słońce i kilkanaście stopni. Odkurzyłam więc moje kije do nordic walking i ruszyliśmy na spacer. Zabraliśmy tylko Madzię, bo Mikołaj ma koszmarny tydzień w szkole i musiał siedzieć nad lekcjami, chociaż bardzo miał ochotę też się przewietrzyć. Wybraliśmy trasę dwa razy dłuższą niż zwykle, ale dzień był tak piękny, że aż nie chciało się wracać do domu. Kto w ogóle pamięta taką pogodę w listopadzie? Nie było nawet jeszcze ani razu przymrozków i moje kwiaty na tarasie ciągle kwitną, a już szczególnie nasturcja, która latem jakoś nie mogła ruszyć, a teraz jest obsypana kwiatami!



Jutro niestety ma już padać, więc może to był ostatni tak piękny dzień tej jesieni. A poza tym dzięki deszczowi nie będzie mi tak przykro spędzić kilka godzin przed ekranem...

Poniżej Filip przy ulubionej zabawie. Piórko przytwierdzone jest do wędki, Filip poluje na to piórko i potem ciągnie operatora wędki na spacer po całym domu. W wybranym miejscu odkłada to piórko i cały cyrk zaczyna się od nowa. Rano przed śniadaniem robię tak ze dwie rundki po domu, a na zdjęciu niżej akurat spaceruje Madzia (widać jej odjechane kapcie z Pepco...).